było ich znacznie więcej, niemniej tyle się zachowało… w tym jeden z Kóz…











było ich znacznie więcej, niemniej tyle się zachowało… w tym jeden z Kóz…












18 stycznia 1997 r. w Staromiejskim Centrum Kultury Młodzieży przy ul. Wietora 15 w Krakowie odbył się charytatywny koncert punkowy, z którego dochód został przeznaczony na schronisko dla zwierząt na Salwatorze. Zagrał Antrax, którego występu zupełnie nie pamiętam. Kolejnym zespołem było krakowskie Eldorado. W pamięci utkwiła mi postać perkusisty Igora w okularach i z zielonym irokezem na głowie, którego później spotykałem wielokrotnie na koncertach, a także ujrzałem w… telewizji. W programie w stylu „Młodzież kontra”. Sam występ podczas koncertu przypadł mi do gustu, Eldorado grało szybkiego, prostego i energetycznego punk rocka. Na scenie zaprezentował się też zespół Procent, znany z kasety wydanej przez Kornicore. Bardzo melodyjny, z dziewczyną na wokalu hard core punk spodobał się bardzo publiczności. Na zakończenie wystąpiła La Aferra prezentując ekologiczny, połamany, transowy występ. Absolutna szczerość, całkowite oddanie walce w obronie Matki Ziemi przebijały się wraz z każdym dźwiękiem instrumentów i pełnym pasji oraz zaangażowania śpiewem, krzykiem i deklamacją wokalisty kaliskiej kapeli, też Igora.

23 maja 1997 r. w studenckim klubie „Hades” na ul. Racławickiej w Krakowie miała miejsce impreza towarzyska z okazji urodzin dwóch miejscowych załogantów, podczas której wystąpiła Infekcja z Wrocławia. Zajadły crust rozpalił do czerwoności ściany Hadesu.

9 października 1997 r. w pubie „Burzliwy Poniedziałek” mieszczącym się w piwnicy na ulicy Grodzkiej 4 wystąpił Post Regiment. W swym legendarnym składzie z Niką na wokalu. Brzmiał znacznie szybciej i brudniej niż na swych pierwszych profesjonalnych nagraniach: „Post Regiment” i „Czarzły”. Totalny czad, absolutny ścisk i deszcz skroplonych oddechów spadający na głowy. Euforia koncertowa i pokoncertowe konfrontacje z naziskinami licznie krążącymi po krakowskim Rynku. Niemiecki zespół Eyes of War nie dotarł…

Plany były wielkie. Gdzieś w Bieszczadach, w małej miejscowości Wetlina miał się odbyć latem 1997 r. festiwal zespołów niezależnych pod nazwą „Bies-Czady”. Alians, Apatia, Świat Czarownic, Inri, Ił 62, Post Regiment, Robert Brylewski, Ankh, Pidżama Porno i wiele, wiele innych kapel miało uświetnić swoją obecnością wydarzenie, które organizowali jacyś ludzie z Krosna. Zebraliśmy więc ekipę: ja, mój brat, „Skuter”, „Królik” i „Wujek”, ruszając w drogę. Autobusem do Starachowic, a stamtąd pociągiem do Przemyśla. Potem znowu autobusem. Dojazd zabrał nam cały dzień. To był czas, kiedy „Królik” był już weganinem, a ja z „Wujkiem” wegetarianami. Mój brat dojrzewał też do diety bezmięsnej. Jeszcze w pociągu doszły do nas niepokojące informacje. Ktoś, gdzieś napomknął, że festiwal jest odwołany, czy coś takiego. Nie wierzyliśmy, a może inaczej, łudziliśmy się, że to nieprawda, a poza tym byliśmy już w połowie drogi. W Przemyślu dowiedzieliśmy się, że koncert został przeniesiony do Ustrzyk Dolnych. W oczekiwaniu na autobus zalegliśmy na przemyskim dworcu autobusowym, który był zapełniony punkowcami. Przypominam sobie kilka osób z gitarą śpiewających „Flagę” Zakonu Żebrzących. W końcu autobus do Ustrzyk przyjechał, więc wpakowaliśmy się do środka z niemałym trudem. W pojeździe znalazło się znacznie więcej osób, niż było miejsc, a do tego w większości punków wrzeszczących i nawalonych. W tej miłej atmosferze (może niezbyt miłej dla „normalnych” pasażerów) dotarliśmy do Ustrzyk, chociaż nie bardzo w to wierzyłem, słysząc rzężenie autobusu w ślimaczym tempie docierającego do kolejnej górki na trasie. Na miejsce przywitał nas kordon Policji w chełmach z tarczami i pałkami. Dostaliśmy ultimatum: „macie 30 minut na opuszczenie miasta, bo w przeciwnym razie wkraczamy do akcji”. Momentalnie znalazła się „bratnia dusza” chcąca nas zawieźć do Soliny. Nie zastanawiając się długo, wysupłaliśmy pieniądze i za chwilę mknęliśmy górską drogą busem z podchmielonym kierowcą. Dowiózł nas na miejsce, pomimo poważnych obaw jakie wywoływał jego stan trzeźwości. Okazało się, że nie byliśmy jedynymi nabitymi w butelkę. Solina przez kilka dni tętniła punkowym życiem. Dysputy do rana, spirytus ukraiński, poznane dziewczyny z Krosna, załoga spod Przemyśla („Pipa” i inni), wina „Czarny Byk” o smaku wafelków kakaowych, gremialne śpiewy na starym lotnisku (albo parkingu…), i tak minęły trzy dni, które mieliśmy spędzić na punkowym festiwalu muzycznym.

Bielsko-Biała x Rude Boy x 02.07.2005

Bielsko-Biała x Rude Boy x 02.07.2005


Kraków x RE x 23.05.2005

Kraków x RE x 23.05.2005

Kraków x RE x 23.05.2005

Kraków x RE x 23.05.2005