Pani od Heartcore’a

Nie czytałem jeszcze, lecz jestem spokojny. O poziom, jakość i wartość. Bo pochodzi spod pióra osoby, której powszechnie znane na scenie hc/punk teksty piosenek, należą do najlepszych. Inteligentne, nieszablonowe, a jednocześnie mieszczące się w formule scenowej. Mogące równie dobrze funkcjonować poza sceną i bez muzyki, bo często poruszające tematy uniwersalne, zrozumiałe i odczuwane przez chodzących innymi drogami, ale wciąż wśród drogowskazów emocji, otwartości na odmienność, krzywdę, wykluczenie, przyjaźń, miłość, choć i samotność. Dla mnie jednak wyśpiewane i wykrzyczane nabierają jeszcze większej drapieżności, a okraszone muzyką wybrzmiewają wielokrotnie mocniej. Dlatego tak kocham tę muzykę, pędzącą niemal na oślep i zwalniającą gwałtownie. Czuję to całym sobą szczególnie wtedy, kiedy nie muszę się peszyć słuchając słów ułożonych i użytych w taki sposób jak robi to Ania. Ktoś powie, że to nie jest kolejna piosenka. To oczywiste, niemniej dla mnie ta dłuższa lektura brzmieć będzie muzyczno-słownym podkładem słuchanym od 2002 roku, kiedy się poznaliśmy, bo to dalszy ciąg tej samej opowieści. I co do tego jestem przekonany.

Tysiąc mil stąd

Ciemna twarz Kamisy potęguje mrok

To jedno słowo dziecku nim odejdzie w proch

Czerwony autobus przewożący śmierć

Mury w środku miasta, gdzieś tysiąc mil stąd

Z tamtej strony, tamten ludzkości brzeg

Daleko stąd…

Głucho puste domy, willa dyktatora

Jedyna emocja zemsty gorzka chęć

Nuda w Guantanamo, ból rozrywką jest

Płatni reporterzy, gdzieś tysiąc mil stąd

Z tamtej strony, tamten ludzkości brzeg

Daleko stąd…

Tamto drżenie, Tamta boleść, Tamto wycie

Tamta rana, Tamten gwałt, Tamta glina

Jestem Tobą, Ty jesteś mną…

Jedno drżenie, Jedna boleść, Jedno wycie

Jedna rana, Jeden gwałt, Jedna glina

Jestem Tobą Ty jesteś mną…

Mam więc jestem

Bliżej nas z każdym dniem nasz nowy wspaniały świat

Bez walki cicho już plaga szczęścia zalewa nas

Już dość, zduś bunt, Przecież jesteś dopóki masz

Rozrzynasz karcer bezsilnych umysłów,

Gdzie jesteś dopóki masz

Tu pieniądz ma krążyć, a krew może stygnąć,

Ty jesteś dopóki masz

Tu starość jest grzechem, a młodość religią,

Ty jesteś dopóki masz

Wspólne więzienie dla milionów istot,

Ty jesteś dopóki masz

Z duszy mrok przepędź precz, zabawimy się na śmierć

Niech po szum, jeden ruch, z ofert świata wybierz co chcesz

Już dość, zduś bunt, Przecież jesteś dopóki masz

Rozrzynasz karcer bezsilnych umysłów,

Gdzie jesteś dopóki masz

Tu pieniądz ma krążyć, a krew może stygnąć,

Ty jesteś dopóki masz

Tu starość jest grzechem, a młodość religią,

Ty jesteś dopóki masz

Wspólne więzienie dla milionów istot,

Ty jesteś dopóki masz

Skąd czerpiemy wiarę w to, że więcej wie ten kto więcej ma

Jemu należy się świat

No powiedz skąd, naiwna wiara w to

że co mam będę mieć i mam jestem kimś

No powiedz gdzie napisano że grunt to mieć

Która księga tak okłamała nas i skazała na strach

Jesteś bo masz, jesteś bo masz, jesteś bo masz…

Dezerter w Krakowie

Dla przypomnienia w grodzie krakowskim Dezerter gościł m.in. w latach: 2003, 2006, 2007, 2009, 2010, 2014, 2016, 2018, 2019… I znów niepełna lista, niemniej okraszona zachowanymi biletami. A dziś Skarżysko-Kamienna i jutro Bielsko-Biała…

1997 koncerty w Krakowie

18 stycznia 1997 r. w Staromiejskim Centrum Kultury Młodzieży przy ul. Wietora 15 w Krakowie odbył się charytatywny koncert punkowy, z którego dochód został przeznaczony na schronisko dla zwierząt na Salwatorze. Zagrał Antrax, którego występu zupełnie nie pamiętam. Kolejnym zespołem było krakowskie Eldorado. W pamięci utkwiła mi postać perkusisty Igora w okularach i z zielonym irokezem na głowie, którego później spotykałem wielokrotnie na koncertach, a także ujrzałem w… telewizji. W programie w stylu „Młodzież kontra”. Sam występ podczas koncertu przypadł mi do gustu, Eldorado grało szybkiego, prostego i energetycznego punk rocka. Na scenie zaprezentował się też zespół Procent, znany z kasety wydanej przez Kornicore. Bardzo melodyjny, z dziewczyną na wokalu hard core punk spodobał się bardzo publiczności. Na zakończenie wystąpiła La Aferra prezentując ekologiczny, połamany, transowy występ. Absolutna szczerość, całkowite oddanie walce w obronie Matki Ziemi przebijały się wraz z każdym dźwiękiem instrumentów i pełnym pasji oraz zaangażowania śpiewem, krzykiem i deklamacją wokalisty kaliskiej kapeli, też Igora.

23 maja 1997 r. w studenckim klubie „Hades” na ul. Racławickiej w Krakowie miała miejsce impreza towarzyska z okazji urodzin dwóch miejscowych załogantów, podczas której wystąpiła Infekcja z Wrocławia. Zajadły crust rozpalił do czerwoności ściany Hadesu.

9 października 1997 r. w pubie „Burzliwy Poniedziałek” mieszczącym się w piwnicy na ulicy Grodzkiej 4 wystąpił Post Regiment. W swym legendarnym składzie z Niką na wokalu. Brzmiał znacznie szybciej i brudniej niż na swych pierwszych profesjonalnych nagraniach: „Post Regiment” i „Czarzły”. Totalny czad, absolutny ścisk i deszcz skroplonych oddechów spadający na głowy. Euforia koncertowa i pokoncertowe konfrontacje z naziskinami licznie krążącymi po krakowskim Rynku. Niemiecki zespół Eyes of War nie dotarł…

bies–CZADY’97 festiwal, którego nie było…

Plany były wielkie. Gdzieś w Bieszczadach, w małej miejscowości Wetlina miał się odbyć latem 1997 r. festiwal zespołów niezależnych pod nazwą „Bies-Czady”. Alians, Apatia, Świat Czarownic, Inri, Ił 62, Post Regiment, Robert Brylewski, Ankh, Pidżama Porno i wiele, wiele innych kapel miało uświetnić swoją obecnością wydarzenie, które organizowali jacyś ludzie z Krosna. Zebraliśmy więc ekipę: ja, mój brat, „Skuter”, „Królik” i „Wujek”, ruszając w drogę. Autobusem do Starachowic, a stamtąd pociągiem do Przemyśla. Potem znowu autobusem. Dojazd zabrał nam cały dzień. To był czas, kiedy „Królik” był już weganinem, a ja z „Wujkiem” wegetarianami. Mój brat dojrzewał też do diety bezmięsnej. Jeszcze w pociągu doszły do nas niepokojące informacje. Ktoś, gdzieś napomknął, że festiwal jest odwołany, czy coś takiego. Nie wierzyliśmy, a może inaczej, łudziliśmy się, że to nieprawda, a poza tym byliśmy już w połowie drogi. W Przemyślu dowiedzieliśmy się, że koncert został przeniesiony do Ustrzyk Dolnych. W oczekiwaniu na autobus zalegliśmy na przemyskim dworcu autobusowym, który był zapełniony punkowcami. Przypominam sobie kilka osób z gitarą śpiewających „Flagę” Zakonu Żebrzących. W końcu autobus do Ustrzyk przyjechał, więc wpakowaliśmy się do środka z niemałym trudem. W pojeździe znalazło się znacznie więcej osób, niż było miejsc, a do tego w większości punków wrzeszczących i nawalonych. W tej miłej atmosferze (może niezbyt miłej dla „normalnych” pasażerów) dotarliśmy do Ustrzyk, chociaż nie bardzo w to wierzyłem, słysząc rzężenie autobusu w ślimaczym tempie docierającego do kolejnej górki na trasie. Na miejsce przywitał nas kordon Policji w chełmach z tarczami i pałkami. Dostaliśmy ultimatum: „macie 30 minut na opuszczenie miasta, bo w przeciwnym razie wkraczamy do akcji”. Momentalnie znalazła się „bratnia dusza” chcąca nas zawieźć do Soliny. Nie zastanawiając się długo, wysupłaliśmy pieniądze i za chwilę mknęliśmy górską drogą busem z podchmielonym kierowcą. Dowiózł nas na miejsce, pomimo poważnych obaw jakie wywoływał jego stan trzeźwości. Okazało się, że nie byliśmy jedynymi nabitymi w butelkę. Solina przez kilka dni tętniła punkowym życiem. Dysputy do rana, spirytus ukraiński, poznane dziewczyny z Krosna, załoga spod Przemyśla („Pipa” i inni), wina „Czarny Byk” o smaku wafelków kakaowych, gremialne śpiewy na starym lotnisku (albo parkingu…), i tak minęły trzy dni, które mieliśmy spędzić na punkowym festiwalu muzycznym.